Hiperpolis to konglomerat miast Śląskich, które dla mnie stapiają się w jedno Mega-miasto. Jego horyzontalne granice, w ujęciu zarówno geograficznym jak i społecznym nachodzą na siebie. Natomiast w wymiarze wertykalnym, architektonicznym Hiperpolis plecie tkaninę z trzech historycznych tożsamości: niemieckiej, peerelowskiej i współczesnej.

To miasto bez ludzi, chociaż oglądane z punktu widzenia przechodnia. Monumentalne bryły wydają się nietrwałe, zmienne, w ciągłej konstrukcji. Namnażają się, transformują, duplikują, mieszają czas przeszły z teraźniejszością, trwanie z nowością. Bezludne Hiperpolis staje się quasi bytem – fizyczną manifestacją świadomości jego mieszkańców oderwaną od nich samych.

Pionowe kadry tną tkankę miasta, ale brzegi kadru rodzą miejsce dla nowych możliwości. Zupełnie jak starannie przycięta przez ogrodnika gałąź, pozwala w miejscu cięcia wyrosnąć kolejnym pędom. Dzięki temu widzę Hiperpolis jako dynamiczną mozaikę, architektoniczny pachtwork, tylko że tu granice między poszczególnymi elementami często zanikają, albo niespodziewanie pojawiają się nowe.

O ile miasto to zwykle beton, szkło i cegła, to Hiperpolis ma jeszcze jeden istotny element. Jest nim niezłomna i uparta przyroda. Odradza się miażdżona i duszona, walczy niepożądana. Jej witalność uświadamia nam, że tak naprawdę to jedyna trwała i wieczna osnowa miasta. Gdy beton przeminie, gdy miasto upadnie i zostanie zapomniane, to właśnie zieleń przejmie i utuli Hiperpolis.